W buraczanym polu, czyli słów kilka o hiszpańskim savoir-vivre, a raczej jego braku.

Tym razem chciałam napisać coś pozytywnego o Hiszpanii, ale znowu mi nie wyszło. Porozmawiajmy więc o savoir-vivre. Dlaczego, w mojej bardzo osobistej opinii, Hiszpanie nie mają manier?

Savoir-vivre nie za bardzo tu pasuje, to zbyt wyszukane słowo. Tu chodzi o zwykłe zasady każdego cywilizowanego społeczeństwa, zachowania z kategorii basic. Większą część rzeczy, które tu poruszę opisałam już w artykule Słońce, jedzenie i niechlujne stoły, czyli jak przestać lubić Hiszpanię”, ale nie zaszkodzi dodać czegoś jeszcze.

“Ustąp babci miejsca”

Mówiła mama już za czasów ssania smoczka i oglądania Laboratorium Dextera. Nie zawsze ma się ochotę podnieść tyłek, kiedy po 8 godzinach zajęć uginasz się pod ciężarem Psychologii Społecznej Bogdana W. i jeszcze cię mdli po rozmrożonych brokułach z baru, ale… Kiedy patrzysz na zakapturzonego, rozwalonego na dwa siedzenia, przepalonego ziołem obywatela Hiszpanii, takiego który już w żłobku zastraszał inne dzieci, zaczynasz powoli mówić tak dla moherowego podboju autobusów.

Historia mojego życia i playlista dla każdego

Głośne rozmowy to hit. W Polsce też się tacy zdarzają, ale momentalnie wszyscy wokół jednoczą się i kierują wzrok pogardy na sprawcę zakłócania spokoju. W tym wypadku zostaję sama na polu bitwy… Dlaczego nikomu to nie przeszkadza?

Poza tym słuchawki powinny być refundowane, bo najwyraźniej nie wszystkich stać… Tu nie ma opcji anuluj subskrypcję, wyłącz stream, uciekaj… Jeżeli chcesz dojechać do domu tym samym pociągiem, po prostu musisz słuchać.

Wchodzenie do czyjegoś domu w butach

Owszem zgodzę się, że nikt się za bardzo nie boryka z problemem kałuż i błota na ulicy, ale mimo to chodniki nie należą do najczystszych. Czy nikt nie pomyślał o tym, żeby przygotować dla swoich gości kapcie? Kiedy mama mojego chłopaka pierwszy raz zobaczyła mnie na oczy od samego początku wiedziała, że ja to nie stąd, bo zaraz po przekroczeniu progu zabrałam się za ściąganie butów. Trzeba było tak bardzo się nie przejmować.

Niewychowane dzieci

Problem niewychowanych dzieci z mięsnego czy autobusu nie jest niczym szczególnym dla Hiszpanii, ale reakcja na ich zachowanie, a raczej jej brak, owszem jest. Dzieciak drze się jak opętany, a matka niewzruszona kupuje szynkę… Po 10 minutach wrzasków wszyscy naokoło odwracają się do siebie z uśmiechem i subtelnym komentarzem “O… dziecko płacze…”. Dobry sposób, żeby wyhodować buraczane dzieci buraczanych rodziców.

Proszę Pani, proszę Pana

Z doświadczeń uniwersyteckich moich znajomych z Granady: forma “Pan/Pani”, czyli jakikolwiek szacunek i grzeczność, wyginęła już prawie całkowicie. Tak, tak, ale jesteśmy super nieformalni i na luzie… Po co te granice wszystkie i grzeczności? Co tam, napiszmy do wykładowcy jakiegoś maila o przeniesienie egzaminu, bo się zasiestowaliśmy tak, że nie było czasu się nauczyć i rzućmy w tytule jakieś “Hola Grażyna, co tam?”. No super…

Spóźnienia, opóźnienia, odwołane spotkania

Termin slow life nie dotarł jeszcze do Hiszpanii, albo przynajmniej się nie zakorzenił, prawdopodobnie przez angielskie pochodzenie (z angielskim też tu słabo, ale o tym może później). Tak czy siak Hiszpanie są niezrównani w jego realizacji, mimo że nawet o tym nie wiedzą. Spóźnianie się to chleb powszedni, odwoływanie spotkań na ostatnią chwilę też ujdzie i chyba tylko ja jestem tu albo na czas, albo 10 minut za wcześnie.

Brud & jedzenie

“Gdy nie ma ciecia w bloku, to jest nieposprzątane” nucę sobie, gdy patrzę pod stół w restauracji, a tam serwetki, chleb, resztki z poprzedniego obiadu i cały ekosystem. Patrzę na stół i mnie ściska, gdy tam już coś się rozlewa, ktoś kruszy, coś pełza, ale przynajmniej jedzenie jest dobre.  

Siedzenie na ziemi w miejscach publicznych

Bardzo łatwo zaobserwować ten zwyczaj na lotniskach. Jeżeli jakaś grupa ludzi siedzi na ziemi to w 99% są to Hiszpanie. Rozkładają swój walizkowy obóz, siadają i zaczynają wymachiwać rękami. W innych miejscach wygląda to podobnie. Zaraz obok stoi ławka, ale po co ławka skoro jest chodnik?

Sex na trawniku

Przechadzając się parkiem w okolicach popołudniowo-wieczornych, ławki zaczynają zapełniać się nieletnimi rebelami, którym najwyraźniej rodzice nie pozwolili w domu. Nie żebym obrzucała dziewiczymi obelgami zakochaną młodzież, ale widząc średnio 3 razy na wieczór obściskującą się na trawniku parę, która odtwarza grę wstępną z pierwszego lepszego pornola, zaczynasz zastanawiać się czy rzeczywiście wszystko jest okey…

Do witania się służą ręce

“My ludzie wschodu…” już niedługo tak zacznę o sobie mówić, kiedy po raz dwudziesty będę musiała pocałować babcię, znajomą czy kota. Moim skromnym zdaniem do witania się najlepiej służą ręce. Można je wyciągnąć tak daleko jak się chce, a potem dyskretnie umyć. Całowanie się na powitanie może nie wszyscy uznają za brak manier, podobnie jak przewijanie dziecka w miejscu publicznym (hmm…), ale ja dotknięciu moją twarzą twarzy obcego człowieka mówię desperackie nie.

Na sam koniec chciałabym zaapelować do kobiet narodowości Hiszpańskiej.

Bieliznę zostawcie dla siebie.   

Reklamy

Jeden komentarz na temat “W buraczanym polu, czyli słów kilka o hiszpańskim savoir-vivre, a raczej jego braku.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s