Odwołane loty, niespełnione obietnice. Jak Ryanair oszukuje klientów?

Jeżeli jedyną rzeczą, o której marzycie jest odwiedzenie Waszego Ukochanego, który niefortunnie mieszka 2,5 tys. km stąd, ostatnią wiadomością, jaką chcecie otrzymać dzień przed wyjazdem jest informacja, że Wasz lot został odwołany. Na dodatek jest to drugi etap podróży – przesiadka na lotnisku, na którym nigdy nie byliście, nie wiecie jak działa tam internet i nie wiecie nawet, że nie możecie wwozić kanapek, bo jesteście obywatelami tzw. „europy wschodniej”. 

Moja przygoda z Ryanairem trwa już nie krótko, bo jakoś nigdy nie było mnie stać na super fancy loty z lazanią i zimnym piwkiem wliczonymi w cenę, a od dłuższego czasu nie za bardzo chce mi się siedzieć w mym pięknym kraju kwitnącym cebulą. Odwołany lot to jednak mój pierwszy raz i jak każdy pierwszy raz był on dosyć bolesny…

Po otrzymaniu maila o dobijającym tytule ‚Flight Cancellation’, będąc całkiem zaradną 21latką możecie przejść przez takie etapy paniki:

1.Panika – Skype

Otworzyłam maila, rzuciłam skarpetki, majtki i wszystko, co aktualnie miałam zamiar spakować do walizki. Zanim doczytałam wiadomość do końca zaczęłam płakać tak bardzo, że jedyną rzeczą, jaką byłam w stanie zrobić, było wciśnięcie błękitnej słuchawki Skype’a. To było jak telefon na pogotowie, w sytuacji kiedy ktoś wpada z siekierą i odcina Ci nogę. Wiem, że w tym semestrze mamy przedmiot o kontroli emocji, ale ja wciąż mimo dobrych podstaw teoretycznych nie jestem w tym najlepsza…

2.”Wszystko będzie dobrze”

Po 30 minutach rozmowy i przeczytaniu maila do końca naprawdę wierzyłam, że wszystko będzie dobrze. Mojemu chłopakowi też kiedyś odwołali lot… Tego samego dnia dostał hotel, śniadanie, lunch, transport z lotniska do hotelu i z powrotem, nowy lot zamiast do południa to po południu tego samego dnia i całkiem ładne odszkodowanie. Różnica jest jednak taka, że on leciał z Norwegian a nie z linią lotniczą dla ubogich…

3.Znam swoje prawa!

Po przeczytaniu swoich praw, okazało się, że całkiem sporo mogę! Powinnam dostać 400 euro rekompensaty, a do tego przebookowanie biletu za free i odesłanie mnie we właściwe miejsce tak szybko jak to tylko możliwe. Dodatkowo vouchery na jedzenie w czasie oczekiwania na lot, a w wypadku przymusowego spędzenia nocy na lotnisku hotel i transport w tę i z powrotem. W tym momencie nawet ucieszyłam się, że mój lot został odwołany! Byłam przekonana, że dolecę nawet wcześniej, a do tego jeszcze jedzonko za free!

Na poziomie racjonalnym wszystko było uporządkowane, mimo to z powodu bólu brzucha i różnych innych objawów stresu tamtej nocy spałam tylko godzinę… O 7.20 miałam lot z Gdańska, w Londynie powinnam być o 9.00. Wylądowaliśmy jednak o 10.30 ze względu na „zagęszczony ruch powietrzny spowodowany strajkami”…

Przebijając się przez bramki dla imigrantów, zmuszona do pokazania dowodu 50 razy, jak najszybciej pobiegłam do biura Ryanaira.

Podeszłam do pani  w biurze szczęśliwa i spokojna, po czym dowiedziałam się, że nie dostanę od nich nic… Następny lot do Madrytu  jest jutro o 6.45, noc prawdopodobnie spędzę na lotnisku, a o hotelu mogę zapomnieć.

„Nie wiemy nic, ma pani bilet, proszę czekać na następny lot.”

Dziękuję bardzo… Czas na panikę. Mam tylko cztery godziny bezpłatnego internetu, więc dzwonię do chłopaka zapłakana, co się dzieje, co mam robić, o boże… Oczywiście mam się uspokoić i być natarczywa, bo w końcu mam swoje prawa.

Wróciłam do kolejki i wylądowałam u innej pani. Po tym, jak zapłakałam jej klawiaturę okazała trochę miłosierdzia. Niestety nie dostałam nic więcej oprócz złotej szansy zwanej „standby ticket”, co oznacza, że o 19.55 jest lot do Madrytu, ale problem polega na tym, że samolot jest pełen. Mam więc poczekać do tego czasu, a potem ustawić się przy bramkach i modlić się, że ktoś na niego nie przyjdzie. Niestety nie mogę dostać jedzenia, bo „oni nic nie wiedzą”, „nie dostali żadnych informacji, co robić z ludźmi z 88 odwołanych lotów” i tyle… Wymachiwanie jej przed nosem moimi prawami nie pomogło.

Poszłam jeszcze do ogólnej informacji lotniska, po ostatni ratunek, ale dowiedziałam się, że to nie ich problem… Ryanair robi, co uważa ze swoimi klientami i oni nie mają na to żadnego wpływu. Może mi za to polecić ‚tani hotel’ blisko lotniska za ‚jedyne’ 50 funtów za noc, a jak nie chcę skorzystać z tej opcji to mogę spać na lotnisku i powinno być to całkiem przyjemne, bo ludzie są cisi i spokojni, a umyć mogę się w umywalce…

Poczekałam sobie więc koło 10h, mając w kieszeni 4h internetu na free. Tym razem nie udało mi się nic zhakować, mimo że jestem w tym całkiem niezła. Jedna godzina snu to trochę mało, jak na taki cudny dzień pełen wrażeń, ale przeżyłam jakoś w trybie zombi, z butelką wody, dwiema kanapkami i garścią winogron w torbie.

Na lot o 19.55 nie przyszły dwie osoby. Ocalałam, ale byłam w Madrycie z dość sporym opóźnieniem. Takie wpadki bolą szczególnie, gdy przyjeżdża się na niecałe 4 dni.

Co robić kiedy przydarzy Wam się taka sytuacja?

Pamiętajcie o opcji ‚standby ticket’, bo okazało się, że nikt inny poza mną jej nie dostał, a to tylko dlatego, że płakałam i wymachiwałam im przed nosem swoimi prawami. Musicie wiedzieć, co Wam się należy, nie odpuszczać i egzekwować, bo kupno biletu jest rodzajem umowy. Nie bójcie się być natarczywi, a czasem irytujący czy bezczelni – w końcu nic nie można nic na tym stracić i jeżeli tylko fundusze Wam na to pozwalają, nie latajcie z Ryanairem.

Człowiek jest wart tyle uwagi, ile zapłaci za swój bilet.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s