Dlaczego farbowanie się na rudo może zagrażać prywatności i co robić, gdy nożyczki biurowe to za mało?

Wizyty u fryzjera od zawsze bywały dla mnie stresujące. Podcinanie końcówek nożyczkami biurowymi wystarczało do czasu, kiedy nie wpadłam na pomysł farbowania swoich dziewiczych włosów na rudo. Przed każdą wizytą zwykle wiem, co mnie czeka. W salonach fryzjerskich trafiam na drobne, gadatliwe panie, które za wszelką cenę chcą dotrzeć do samej głębi mojego życia prywatnego. Istnieje parę ważnych powodów i nasyconych mądrością myśli, z powodu których nie chcę rozmawiać z fryzjerami. Oto kilka luźnych fistaszków z mojej piątkowej wizyty, kiedy okropnie mocno padał deszcz, a nożyczki mówiły ludzkim głosem.

Nie lubię rozmów, które nie przekazują żadnych użytecznych informacji. Mimo to poczyniłam starania, aby sprawić wrażenie towarzyskiej. Zapytałam o odżywkę do włosów, których rudzi powinni używać, aby pozostać świeżo i żywo rudzi. Zapytałam o szampon, o temperaturę wody i powietrza suszarki, gdy zupełnie nagle zboczyłyśmy z tematu.

Rozmawiając z fryzjerkami trzeba uważać na każde słowo. Kiedy pani w salonie zapytała mnie, czy jadę gdzieś dalej na święto zmarłych, co zupełnie nie było związane z tematem odżywek, miałam kilka opcji do wyboru.

a)Nie.

b)Nie. Ale to miło, że zaczął się długi weekend.

c)Nie. Ale to miło, że zaczął się długi weekend. Nie muszę jeździć na wykłady o 8.30. Poza tym spędzę więcej czasu z chłopakiem i przyjaciółmi.

Zawsze polecam wybierać opcję b) lub podobną do niej. Jest na tyle uprzejma, że nie zepsuje atmosfery spotkania, a poza tym nie zawiera zbyt wielu rozgałęzień, prowadzących do dalszej rozmowy.

Czas nakładania farby minął.

Kontemplując w spokoju gazetę z folią na głowie i kubkiem kawy w ręku, w pewnym momencie usłyszałam

Ale nam się tu cisza zrobiła. No nie wiem dlaczego nic pani nie mówi.

Po godnym pozazdroszczenia zaliczeniu zajęć, mających przygotować mnie do bycia terapeutą, nauczyłam się, jak zadawać niezręczne, drążące pytania, które wprawiają ludzi w zakłopotanie. Wiedziałam to już wcześniej, kiedy podkręcała radio – ona nie lubi ciszy. Zapytałam więc w ten iście terapeutyczny sposób, mający na celu zasugerować, że definitywnie masz z czymś problem…

Czy cisza w jakiś sposób pani przeszkadza? Niepokoi?

Tyle głębi, a ona zwyczajnie na to…

Trzydzieści minut minęło. Możemy zmywać farbę.

Mimo zakłopotania, susząc włosy, nie omieszkała jeszcze raz wspomnieć, że nie należę do najbardziej gadatliwych osób.

Zawsze zastanawiam się, czy mój sposób bycia wpływa w jakiś sposób na jakość usług fryzjerskich. Niektórzy nie lubią pracować pod presją ciszy. Czy właśnie przez to, że nie lubię rozmawiać o niczym, moje kosmyki są czasem nierówne? Czy właśnie dlatego czas trzymania farby na głowie z „od 30 do 50 minut” wynosi dokładnie 30, nie więcej?

Tego nie wiem.

 

Tak czy siak, nigdy nie wstydźcie się swojej prawdziwej natury, nawet jeśli jest małomówna. To przecież nie studia – tu nikt nie daje punktów za aktywność.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s