Jak nie pisać maili do profesorów i komu nie dedykować wierszy

„Panie doktorze, profesorze, ojcze wszechwiedzący i matko moich wszystkich marzeń o zaliczeniach…”

Wy też je piszecie. Przemyślane, zawierające wszystkie wymagane elementy, bo nawet temat i stopkę. Błagalne, z prośbą o przebaczenie. Pełne szacunku, zwrotów grzecznościowych i wielkich liter. W tej części życia uczelnianego grzęznę. W tej oficjalnej kategorii egzystencji się nie odnajduję. Jestem młoda i głupia, dlatego mi wybaczają. Często nie czuję, czego robić „nie wypada” i mimo że mama próbowała mnie wychować, aż do soczystych 21 lat pozostałam na jej nauki bardzo odporna.

Dziś napiszę wierszem

Na pierwszym roku studiów, dostałam ważną życiową funkcję do spełnienia. Zostałam „koordynatorem projektu”. To brzmi dumnie, to dobrze wygląda w CV, więc bez wahania wzięłam, co dali. Na samym wstępie usłyszałam, że zwykle pierwszaki takich rzeczy nie robią, ale tu zrobią wyjątek.

I to był błąd.

Dostałam projekt, zakochałam się w nim za bardzo i chciałam tę miłość dzielić z jego opiekunem. Nie rozumiałam, że Pani Profesor, jak każdy normalny człowiek, ma życie osobiste, rodzinę, zakupy spożywcze do zrobienia i psa do wyprowadzenia na spacer… że po 20.00 może nie mieć ochoty odpisywać na maile nadgorliwej studentki. Ja miałam mój projekt, moje terminy, wizję i rosnący wkurw. Po nastym braku odpowiedzi, zapomniałam wziąć paru głębszych oddechów i kieliszków. Wylałam swoje żale w sarkastycznej wiadomości, a na dodatek zrobiłam to wierszem. Dlaczego wierszem? Cóż, sama chciałabym to wiedzieć… Po prostu poczułam flow.

Następny dzień na uczelni skończył się dywanikiem w dziale marketingu i bolesnymi, słownymi klapsami. Może odrobinę przegięłam, ale uwierzcie mi… ten wiersz był naprawdę dobry.

Zostaw uśmieszki i słowotwórstwo w spokoju

To mnie chyba zawsze będzie boleć. Suchość, powaga i brak oryginalności. Zawsze wychodziłam im na przeciw. Pewnego pięknego dnia napisałam maila. Cóż, w całej swojej karierze studenckiej napisałam ich nawet kilka. W mojej głowie dobra, stylowa wiadomość, która nie trąci nudą to coś radosnego z wykrzyknikiem na początku – jednym, albo trzema. Coś z nowym słowem i rozbrajającą szczerością.

„Dzień dobry Panie Doktorze!!!

Poddaję się. Rozmawialiśmy dziś o artykule po wykładach. Moje pierwszoroczniactwo przeszkadza mi w swobodnym poruszaniu się po Ebsco Byłabym bardzo wdzięczna za przesłanie artykułu mailowo[…]”

Deklaracja rezygnacji, prośba o pomoc, wesołe słowotwórstwo… Pisząc, hamujcie entuzjazm.

A przede wszystkim, to dzięki za kawę…

Chodzę na badania nie tylko dla dobra nauki, ale chociażby po to, żeby wygrywać bony do Starbucksa. Pewnego razu dostałam, co chciałam i pod koniec słonecznego tygodnia przeszłam się na zasłużonego muffina i frappe. Gapiąc się przez okno na psy i samochody, pomyślałam sobie, że to miłe rozdawać ludziom pieniądze i sprawiać, że czyjeś życie jest przyjemniejsze o jedną kawę. Zrobiłam zdjęcie mojej frappe i babeczki, następnie wysłałam je mailem do Profesora, opiekującego się badaniem. Podziękowałam za umilenie mi popołudnia i pogratulowałam pomysłu. Od ponad roku czekam na odpowiedź. Myślę, że jej brak jest bardziej niż wymowny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s