Autostop w Hiszpanii, czyli pijani polscy kierowcy i marokańskie prostytutki

Ten wpis jest tylko miedzy nami, bo mama nie może się dowiedzieć, ale mimo wszystko możesz szerować.

Było wcześnie rano i jak zawsze w Hiszpanii cholernie ciepło. Benalmadena, wybrzeże, za mną ciężkie doświadczenia z libańskim zboczeńcem, jadę do Granady. Szłam chodnikiem, jak gdyby nigdy nic, z plecakiem wagi ciężkiej, prawdopodobnie wywołującym skoliozę, aż do najbliższej stacji benzynowej. Tam zatrzymałam się na chwilę, by popytać. W tym wypadku zawsze jestem miła. W tym wypadku warto.

Trafiło mi się parę samochodów, jak zawsze jadących nie w tym kierunku, co trzeba. Rozejrzałam się jeszcze raz i znalazłam coś bardziej interesującego niż skóry i bajery, czyli srebrny samochodzik bez dachu. Tego typu luksusu doświadczyłam tylko raz i było fajnie, więc stwierdziłam, że warto spróbować.

Polaki cebulaki i wakacje w Andaluzji

Jak zawsze zrobiliśmy ten sam błąd co zwykle. Mówimy po angielsku, a potem odkrywamy, że jesteśmy z tego samego kraju. Zabawne.

Było ich dwóch – jeden łysy i ze skrętem w dłoni, drugi w zaskakująco dobrym humorze i butelką czegoś alkoholowego. Jak to czytam teraz to bym nie wsiadła, ale wtedy zrobiłam coś zupełnie innego.

Jechaliśmy autostradą. Autostrady są po to żeby jechać szybko, więc tak właśnie zrobiliśmy. Dla wspólnego dobra postanowiłam przejąć butelkę od kierowcy i wypić wszystko sama, bo czego nie robi się dla wspólnego dobra i bezpieczeństwa? Wymijaliśmy, jak w Bondzie i dojechaliśmy na lotnisko przy dobrym, polskim bicie zwanym discopolo. Mieliśmy odebrać znajomych, z którymi moi kierowcy planowali wynajmować mieszkanie na słonecznym wybrzeżu. Czekałam cierpliwie, bo czemu by nie czekać, popijając w barze za cudze pieniądze? Po dwóch whisky było mi miękko i prawie zapomniałam, że jeszcze dziś mam dojechać do Granady. Nim sięgnęłam dna, nadszedł czas mobilizacji, bo okazało się, że zgubiliśmy „przyjaciół rodziny” i mimo niesamowicie bliskich relacji nie mamy do nich nawet numeru telefonu.

Czemu wciąż jechałam z nimi, spytasz… Czemu pojechałam na lotnisko z pokręconymi Polakami w wakacyjnym nastroju?

Po pierwsze byłam pijana, po drugie obiecali mi podwózkę na stację benzynową na drodze do Granady.

Z piskiem kół wjechaliśmy z powrotem na autostradę, a w drodze do mieszkania zahaczyliśmy o outlet aby tęsknie popatrzeć na wystawy złożone z resztek Armaniego. To, że byłam nieźle wcięta, wciąż pozwalało mi się dobrze bawić, mimo wysokiego ryzyka wylądowania w rowie i zakończenia mojego młodego życia. Będąc prawie pod domem whisky sprowadziło nas na wysoki krawężnik i szybko okazało się, że opona pękła… Nici z podwózki na stację benzynową, więc najwyższy czas się zwijać. Postanowiłam podładować umierający telefon, podczas gdy moi kierowcy poszli do pobliskiego sklepu po więcej alkoholu. Ekipa, na którą czekaliśmy na lotnisku, była już w mieszkaniu. Dojechali sami i byli przez to odrobinę wkurzeni. Okazało się, ze nie są przyjaciółmi – to randomowi ludzie, z którymi moi kierowcy będą wynajmować mikroskopijne mieszkanie, chlać whisky i jeździć razem do outletów po resztki Armaniego przez najbliższy tydzień. W pokoju obok spała Marokańska prostytutka. Zamieniłyśmy parę zdań o życiu i pogodzie.

Mimo usilnego przekonania, bym została odrobinę dłużej, zrolowałam ładowarkę, schowałam telefon i wyszłam. 

Ten dzień dopiero się zaczynał. Ciąg dalszy nastąpi. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s