Autostop w Hiszpanii, czyli policja, obiady i „rączki przy sobie!”

Witaj w części drugiej, w której na dobre zostawiamy prostytutki w spokoju. 

A więc, jak już wcześniej napisałam – zrolowałam ładowarkę i wyszłam.

Startowałam w miejscowości o nazwie Benalmadena, dzięki moim rodakom i zbyt dużej ilości alkoholu dotarłam do Fuengiroli. Po paru ładnych godzinach w samochodzie cofnęłam się o jedną miejscowość w drodze do celu. Jak się domyślasz, byłam zła. Zaczęłam o ósmej, była dwunasta, a tu zamiast progresu mamy regres.

Tak sobie narzekając pod nosem postanowiłam znaleźć kolejny samochód. Jak zwykle myślałam, że będzie ciężko i jak zwykle nie było.

Masz parasoleczkę na drogę

Wzięło mnie starsze małżeństwo. Byli bardzo sympatyczni, wysadzili mnie na środku autostrady twierdząc, że to „najlepsze miejsce do łapania stopa” i w dowód niemalże rodzicielskiej miłości próbowali ofiarować parasolkę, mimo że nie padało. Po chwili stałam już sama na poboczu z wyciągniętym kciukiem, ryzykując życie w nadziei na darmowy transport. Wiesz, jak to jest… Jadąc autostradą, czasami nie otwierasz okna, bo wieje za mocno i boisz się, że zgubisz okulary, albo sreberko po czekoladzie. Wyobraź sobie, jak bardzo mi musiało wiać. Po paru wiadomościach na messengerze, wysłaniu filmiku dokumentującego sytuację oraz pełnym miłości i troski „Misia, spierdalaj stamtąd”, postanowiłam spierdolić…

Przeskoczyłam przez bandę i zaczęłam przedzierać się przez krzaczastą przestrzeń pomiędzy dwiema barierkami, oddzielającymi jedną część autostrady od drugiej. Jeżeli zastanawiasz się, czy kierowcy trąbili odpowiem – tak, kierowcy trąbili. Byłam już tak blisko przebiegnięcia jezdni i dotarcia do centrum handlowego, gdy nagle pojawiła się policja.

Zatrzymać ruch!

Chcę dostać mandat? Nie. To trzeba udawać głupa. Na początku było groźnie. Oni zawsze próbują być groźni, ale to jednak Hiszpania. Tu ja mam moc i tym razem nie mam zamiaru płacić za lekkomyślność. Po wyjąkaniu z płaczem „Nie mówię po hiszpańsku, jestem z Polski” (po hiszpańsku) przystąpiłam do angielskiej części wyjaśnień, żeby udowodnić, że rzeczywiście nie mówię po hiszpańsku. „Jestem taka biedna, bo ktoś mnie tu wysadził i szukam przystanku autobusowego… Nie wiem jak wydostać się z tej okropnej autostrady, a samochody jadą tak szybko…”. Do tego szkliste oczy małego kotka i sprawa załatwiona. Tego powinni uczyć nas na studiach.

W Polsce byłby mandacik…

Ale panowie policjanci uwierzyli, że szukam autobusu na środku autostrady i z lizaczkami w dłoniach, bez chwili namysłu, zatrzymali ruch na autostradzie i przeprowadzili mnie przez ulicę. Kiedy bezpiecznie dotarłam na pieszy ląd, miły pan policjant pokazał mi drogę do najbliższego przystanku autobusowego, na który i tak nie miałam zamiaru dotrzeć. Żeby zadbać na sam koniec o odrobinę zmieszania i dekoncentracji, przytuliłam go i zaczęłam iść we wskazanym kierunku. Dotarłam do centrum handlowego, złapałam wi-fi i trochę popracowałam.

Obiad z mikrofali

Bezpiecznie odczekałam swoje i poszłam dalej łapać stopa. Znowu myślałam, że będzie trudno i jak zawsze nie było.

Tym razem jechałam na wysokim standardzie, więc na wygodnych fotelach masujących postanowiłam uciąć sobie krótką drzemkę. Wysiadłam w małej miejscowości Loja, gdzie mój nowo poznany szofer pracuje w fabryce tekstyliów. Byłam głodna, a w okolicy widziałam tylko owce, więc postanowiłam skorzystać z propozycji obiadu. Tak… Znowu poszłam do mieszkania obcego faceta. Ja to lubię igrać z ogniem! W takim wypadku zawsze wysyłam komuś lokalizację, przynajmniej będzie wiadomo gdzie szukać ciała. Dostałam jedzenie z mikrofali, a potem propozycję zostania na dłużej, jeśli chcę. Po tej propozycji wzięłam plecak i wyszłam.

Rączki przy sobie!

Byłam około 50 kilometrów do Granady. Wsiadłam do kolejnego samochodu i zaczęło się od smerania po nodze. Do czasu tego incydentu, nie zdawałam sobie sprawy, że wąsaci zboczeńcy mają przygotowane cenniki dla autostopowiczek.

Za buziaka mogłam dostać się do pobliskiej miejscowości, około 5-10 kilometrów, a za sex do Granady, czyli mniej więcej 40-50. 

Po usłyszeniu odrażającej propozycji miałam wyraźną ochotę go pobić i on o tym wiedział. Wrzeszczałam, klęłam, a kiedy zużyłam cały pakiet hiszpańskich przekleństw, kazałam mu zatrzymać samochód. Biedny, wylękniony zboczeniec nie zastanawiał się długo. Wysiadłam i trzasnęłam drzwiami. Wtedy się nie bałam. Lęk przyszedł później, kiedy moja wyobraźnia z powrotem zaczęła pracować.

Potem były już tylko dwa samochody, tir i Granada. Każdy kierowca ostrzegał mnie, że autostop jest niebezpieczny.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s