Misia 007 oraz ex psychopata

Pamiętacie wpis z Alicante i fragment „na lotnisku zaśmierdziało poprzednim związkiem”? To będzie krótka historia o biletach lotniczych i nieprzypadkowych spotkaniach. Zanurzcie się w moją prywatność ku przestrodze, jeżeli kiedykolwiek przyjedzie Wam na myśl umawiać się z brodatymi Hiszpanami (wszystkich fajnych z góry przepraszam za generalizację).

Koniec sierpnia, polskie wakacje, nudy.

Brzydkie mieszkanie i  poranki,  które codziennie zaczynają się od kawy i serialu.

Z Rubenem poznałam się w Gdańsku. 3 dni później jechaliśmy stopem do Barcelony. Niebezpiecznie? Nieodpowiedzialnie? Tak się robi dobre podróże! Po powrocie do Polski stwierdziłam, że zamieszkam we Lwowie. Chciałam podróżować sama, ale ostatecznie spędziliśmy razem pół roku jeżdżąc stopem po Europie. Miesiąc w Oviedo był wisienką na torcie. Wróciłam do Polski i stwierdziłam, że najwyższy czas powiedzieć „stop”. Szybkie i bezbolesne „stop” nie było jednak takie łatwe do zaakceptowania.

Play station lepsze niż Portugalia

6 marca. Miałam w ręku bilet do Madrytu. Siedziałam już w Warszawie, za 14 godzin lot. Przed przyjazdem do Polski ustaliliśmy plan. Wracam, siedzimy w Oviedo co najwyżej tydzień i jedziemy stopem do Portugalii. Szept w głowie Misi: „Hmm. Długo o tym nie rozmawialiśmy. Może spytam, jak się sprawy mają…?”. Konwersacja wyglądała mniej więcej tak:

– Hej, Kochanie! Załatwiłeś już wszystko, co miałeś załatwić? Kiedy jedziemy do Portugalii?

– Nie załatwiłem. Wiesz… Ciężko było się zmotywować.

– Aha. (WTF?! znaki zapytania wirują wokół głowy). To kiedy jedziemy?

– Przynajmniej za miesiąc.

– Nie mam tyle czasu. Dziekanki nie mam przez dwa lata, a tylko do października. Umawialiśmy się na tydzień w Oviedo, nie na miesiąc. (rosnący wkurw…)

– Jak masz się tak zachowywać to w ogóle nie przyjeżdżaj.

Mogłam pozostawić to bez komentarza, ale tego nie zrobiłam. To nie była pierwsza taka sytuacja, to nie był pierwszy wkurw. Filozofia „mañana mañana” zderzająca się z moim kalendarzowym zorganizowaniem właśnie zbierała plony. Żałosna próba manipulacji i wymuszenia przeprosin, tak do końca nie wiadomo za co. Dziękuję, chyba nie skorzystam.

– Ok. To nie przyjeżdżam.

THE END

To właśnie tu się zaczęło. 20 nieodebranych połączeń, 50 wiadomości. Taki stan rzeczy utrzymywał się przez jakiś tydzień, potem wszystko ucichło. Podarłam bilety i wróciłam do Gdańska. Wspaniale jest coś kończyć i zaczynać od nowa bez odrobiny żalu. Następnego dnia zabukowałam lot do Alicante. Nauczyłam się, że nie można uzależniać swoich planów od nikogo. Absolutnie od nikogo. Wasze marzenia to Wasze marzenia, więc Wy musicie je realizować. Bez żadnych ustępstw i półśrodków. Bez dostosowywania się. Bez opierania swoich planów na cudzym „widzi mi się”. Może i brzmi to patetycznie, ale w rzeczywistości tak to wygląda. Ze szczęścia i ekscytacji opublikowałam zdjęcie biletu na Facebooku. I to był błąd.

Hej Mina, co tu robisz?”

Alicante. Ciepło i pięknie. Jestem umówiona z hostem w centrum miasta. Szukam autobusu. Z kamerką w ręku i plecakiem na plecach błądzę. Pytam kelnerki w Costa Coffee skąd odjeżdża autobus do centrum i drogę przecina mi mój brodaty koszmar.

– Mina, co tu robisz? (udawane zdziwienie, przecież codziennie spotyka się swoich ex z drugiego końca kraju na lotnisku)

– (szok!) Nie mam pojęcia…

Biegnę na autobus, wsiada do tego samego. Wysiadam, dzwonię do hosta, żeby odebrał mnie z lotniska. Łażę w kółko rozbita, zszokowana. Oviedo to małe miasto na północy Hiszpanii. oddalone „jedyne” 900 kilometrów od Alicante. Na dodatek zwykle o tej godzinie Hiszpanie wychodzą na lotnika, żeby polować na polskie turystki. To taka sama tradycja, jak wyjście na tapas czy piwo.

Zostałam sama w mieszkaniu, żeby podzwonić i poukładać sobie wszystko w głowie. Po przeżyciu pierwszego szoku wróciłam ja i moje święte podejście do życia. „Luuuuzzzz… Nic się nie stało, nikt nie zepsuje mi wyjazdu”. I tak się stało, ale nie było prosto spacerować po mieście.

Akcja konspiracja

„Wpadaliśmy” na siebie 6 razy w ciągu jednego tygodnia. Raz na przejściu dla pieszych z siatką pomarańczy w ręku, innym razem wracając z plaży, kiedy przez 5 minut musiałam przyspieszyć kroku i udawać, że nie słyszę żalów wylewanych na środku ulicy. Potem tuż przed samym wyjazdem, idąc na dworzec. Trochę utrudniało mi to życie. Nie mogłam tworzyć publicznych zaproszeń na couchsurfingu, nie mogłam publikować postów „na świeżo”. Wszystko działo się z opóźnieniem.

Prawdopodobieństwo spotkania

To jest Alicante w danych:

Powierzchnia: 201,27 km²

Populacja (2011)
• liczba ludności
• gęstość
334 678
1662,83 os./km²

Dziękuję Wikipedio za uświadomienie mi irracjonalności tej sytuacji.

Jakieś wątpliwości?

Autostop do Granady był bezpieczny, bo prawie niemożliwy do wyśledzenia. Pobyt u przyjaciół też. Ustawienia prywatności na Facebooku rządzą. Jestem mistrzem konspiracji. Mówcie mi Misia 007.

Wkrótce przyszedł dowód na to, jak skutecznie udało mi się go zgubić.

Bardzo długa wiadomość

Dostałam parę dni temu wiadomość na Whatsappie zatytułowaną „bardzo długa wiadomość”. Fakt, była długa, ale dłuższa czekała na mnie gdzie indziej. Specjalnie utworzone konto na gmailu o nazwie (hmmmm jak myślicie?)… Tak! „Bardzo długa wiadomość” zawierało jeszcze więcej żalów, nadinterpretacji i skarg oraz informację, że Ruben wybiera się do Gdańska, a potem na Litwę. Powodzenia i pozdrowienia z Granady! Co więcej szuka sobie zakwaterowania w bardzo nieprzyjaznych kręgach. Jedno zaproszenie na couchsurfingu „przypadkiem” trafiło do mojej dobrej znajomej.

Kasiu, uważaj na siebie.

Akcja konspiracja zakończona sukcesem. Z miłością nie ma żartów. Z brodatymi też nie! Dziewczyny, uważajcie na siebie!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s